Jedwabisty mus do ciała NIVEA

Na kilku stronach widziałam nabory do testów musów NIVEA. Niestety nie mogłam nigdzie się załapać. Straciłam nadzieję i już miałam zakupić jedno opakowanie na próbę, gdy do drzwi zapukał listonosz... 





... przyniósł mi jeden z trzech wariantów tego musu. Nie wiedziałam skąd, byłam w szoku, bo nie miałam pojęcia gdzie udało mi się załapać. Sprawdziłam maila i odkryłam w spamie maila od portalu wizaz.pl


Tego samego wieczoru postanowiłam go wypróbować.
Jakie są moje wrażenia? 
Powiem krótko- urzekł mnie.

Dlaczego?
Po pierwsze- konsystencja.
Pierwszy raz w życiu widzę kosmetyk do mycia ciała w formie delikatnego musu.
Wygodnie wyciska się odpowiednią ilość na rękę, dokładnie tak samo jak piankę do włosów czy do golenia. Mus pięknie rośnie na dłoni. Co najważniejsze nie przelewa się, jak większość żeli pod prysznic.


Po drugie- łatwo i delikatnie rozprowadza się na ciele. Pianka jest dość gęsta, więc nie rozpada się, nie odczepia od ciała, pięknie przylega i starcza na spory kawałek skóry. Jedną aplikacją można na prawdę porządnie się umyć.


Po trzecie- pięknie pachnie!
Ma charakterystyczny dla NIVEA kremowy i delikatny zapach. Uwielbiam takie aromaty, jest bardzo przyjemny, delikatny, zmysłowy, nie za ciężki- idealny!

Po czwarte- mus łączy w sobie właściwości myjące i pielęgnujące. Nie podrażnia i nie uczula. Skóra po użyciu tego musu jest nawilżona i gładka w dotyku. Po jego użyciu nie trzeba dodatkowo stosować balsamu czy kremu. 

Zdecydowanie produkt wart swojej ceny, kosztuje ok. 12 zł 
Mogę go śmiało polecić osobom, które lubią zapachy kremów NIVEA. Na prawdę efekt po prysznicu jest widoczny i co najważniejsze zapach bardzo długo utrzymuje się na skórze, co uwielbiam po kąpielach. 

Co tu więcej pisać,
KOBIETY SPRÓBUJCIE SAME!

Buziaki,

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli zainteresował Cię mój post, pozostaw komentarz- motywują mnie one do dalszego tworzenia i pisania. Zostaw również link do siebie, z chęcią odwiedzę Twój blog- jeśli go prowadzisz :)

Copyright © 2014 ZuzkaPisze , Blogger